Jak wiele dziewczyn uważam, że włosy są bardzo ważne w naszym życiu. Pomagają wyrażać siebie, określić nasz styl życia oraz czasami nawet to życie w znaczący sposób odmienić. Nie bez powodu mówi się, że gdy dziewczyna zmienia swoje włosy, zmienia swoje życie, a metamorfozy często budzą wiele kontrowersji. Moja historia to przede wszystkim powolne godzenie się z tym, co dała mi natura, zaakceptowanie moich włosów takimi, jakie są, oraz nauka obchodzenia się z nimi w sposób dla nich dobry.
Urodziłam się z pięknymi loczkami i uważam, że jako dziecko wyglądałam w nich słodko. W czasie dzieciństwa i lat nastoletnich prawie zawsze miałam krótkie włosy, bo kiedy miałam je dłuższe, bardzo ciężko się rozczesywały, zwłaszcza, że przez długi czas w ogóle nie stosowałam odżywek.
Pamiętam, że gdy miała 13 lat w wakacje obciełam włosy na bardzo krótko. W takich poszłam do Gimnazjum. Nie lubiłam ich, więc nigdy wiecej nie pozwalałam mamie ich ściąć. Całą szkołę chodowałam włosy i po 3 latach miałam je już dość długie. Były naturalnie kręcone, ścięte na równo i w naturalnym kolorze. Rozpoczynając szkołę średnią, wyglądalam jak członek zespołu metalowego ;)
W tamtym czasie zaczeły się moje eksperymenty na włosach. Wielu decyzji żałuję, ale wiem, że gdybym ich nie podjea, nie doszłabym do tego, co mam teraz. Uważam, że moja droga dużo mi dała, wiem już czego nie powinnam robić, w czym czuję się najlepiej i mogę z ręką na sercu powiedzieć, że akceptuje siebie i moje włosy, tkimi, jakie są.
Po raz pierwszy włosy pomalowała mi moja kuzynka. Była fryzjerką i podczas odwiedzin strwiedziła, że zrobi mi jasne blond pasemka. Pamiętam, że bardzo mi się podobały i wyglądałam zupełnie inaczej. W końcu po ok 17 latach moje włosy wyglądały bardzo inaczej. Kuzynka mieszkała daleko, więc nie mogła mi tego powtórzyć. W mojej głowie pojawił się pomysł, żeby pomalować je całe rozjaśniaczem. Efekt był szokujący, ale moje otoczenie mówiło, że wyglądam super, więc i tak się czułam. Włosy zaczeły odrastać, a ja kontynuowałam rozjaśnianie i malowanie (co było oczywiście błędem). Tamte czasy stały pod znakiem rozjaśniacza, prostownicy czy lokówki. Czy można zrobić swoim włosom coś gorszego?
Gdy moje blond włosy znudziły mi się i chciałam odmiany (i braku odrostów), włosy ściełam na dość krótko i pomalowałam na brąz. Wiele osób mi mówiło, że nie wyglądam dobrze, więc znów wróciłam do blondu, tym razem bardziej naturalnego odcienia.
Gdy po raz kolejny chciałam zaszaleć i być ruda, poniosłam totalną porażkę i przez chwilę (bardzo krótką) miała włosy bordowe!
Ta zmiana była naprawdę krótka i ochydna, więc znów wrociłam do blondu. Na profesjonalne malowanie u fryzjera nie chciałam wydawać pieniedzy, wiec co kilka tygodni, jak już nie mogłam znieść odrostów, kupowałam farbę i koleżanka malowała mi włosy. Żadko trafiałam w sklepie na ten sam kolor, więc być może miałam każdy możliwy odcień blondu na włosach. Trwało to 5 lat.
Po tych wszystkich latach bardzo potrzebowałam zmiany, tym razem nie w kolorze moich włosów ale w sposobie ich farbowania. Malowanie odrostów raz na kilka tygodni doprowadzalo mnie już do szaleństwa. Postanowiłam więc, że zainwestuję w siebie i oddam się z ręce profesjonalistów - zapisałam się na malowanie ombre. Była to najlepsza decyzja w moim życiu, żałowałam tylko, że tak późno do tego doszłam.
W nowej fryzurze czułam się fantastycznie! Miałam wszystko, czego do szczęścia było mi trzeba - blond włosy i brak odrostów! Byłam zachwycona i wiedziałam, że już nie wrócę do malowania włosów na jeden kolor.
Po bardzo dobrym doświadczeniu po pierwszym malowaniu, zdecydowałams się na kolejne ombre. Tym razem fryzjerka pomalowała mi je na kolor wyglądający bardzo naturalnie. W tych włosach czułam się jakby były to włosy rozjaśnione słońcem, a nie farbą. Zaczęłam wtedy dostrzegać, że nie muszę mieć super jasnego blondu, by wyglądać dobrze.
Włosy mi rosły i rosły a ja nie mogłam się nimi nacieszyć. I choć byłam zadowolona z koloru, to coraz bardziej zaczeła przeszkadzać mi ich długość. Bardzo chciałam mieć długie włosy na ślub ale coraz częściej pojawiły mi się myśli, żeby je znacząco skrócić, więc gdy tylko było już po, moje włosy poszły pod nóż. Była to kolejna bardzo dobra decyzja! przy okazji znów pomalowałam je na ombre. Po prawie 10 latach długich włosów czułam się uwolniona i lekka.
Po wielu latach z długimi włosami bardzo cieszyłam się z ich nowej długości, wręcz denerwowało mnie, gdy za szybko odrastały, więc kiedy znalazłam ogłoszenie, że szkoła fryzjerstwa szuka modelek do strzyżenia, zgłosiłam się. Fryzjerka zrobiła kawał dobrej roboty i skończyłam z naturalnym kolorem (bo zostały scięte całe pofarbowane końcówki) i w jeszcze krótszych włosach.
Obecna sytuacja jest właśnie taka. Myślę, że jeszcze kiedyś zdecyduje się na malowanie, lecz na razie cieszę się z tego co mam na głowie :)
A według Ciebie, w których włosach było mi najlepiej? :)






























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz